Lubuskie, Wielkopolskie, Dolnośląskie – objazdówka

W ramach oszczędności bazę wypadową zorganizowaliśmy sobie u ciotki. We Wschowie. Miasteczko bardzo klimatyczne, wiele można by z niego wyciągnąć, ale widać, że już dość zapomniane. Większość ludzi boryka się tam z brakiem pracy i brakiem płynności finansowej. Gdzieniegdzie jeszcze na budynkach można spotkać stare niemieckie napisy-nazwy sklepów/usług, w swych oryginalnych wersjach, tak więc wyobrazić sobie możesz od jakiego czasu budynki te nie były w żaden sposób restaurowane.

W pierwszy dzień odwiedziliśmy czynną parowozownię w Wolsztynie. To że jest czynna jest głównym atutem parowozowni, choć niestety nie załapaliśmy się na widok jeżdżącego parowozu. Przypuszczam, że taka atrakcja byłaby ekstra płatna, ale aż tak nam nie zależało. ;) Po pociągach można było śmiało skakać, choć ich stan pozostawiał w większości wiele do życzenia… Tylko te na prawdę mocno, ale to bardzo mocno, zdewastowane były zamknięte.

Tego dnia odwiedziliśmy też Świebodzin. Niestety, pomnik Chrystusa nie zrobił na mnie takiego wrażenia jakiego chciałabym doświadczyć, widok okolicy też nie zapierał dechu w piersiach. Byłam, widziałam i tyle. A dzieciaki też nie chciały ustawić się ze mną do YMCA. Chyba nie rozumiały dowcipu. ;)

A później wybraliśmy się do Międzyrzeckiego Rejonu Uzbrojonego. Szkoda, że dzieciaki takie małe, miałam wielką ochotę połazić bo bunkrach. Jednak taki spacer zająłby półtora godziny, ech, maluchy nie dałyby rady, tym bardziej, że trzeba trzymać się przewodnika bez opcji spacerowania oddzielnie. Zamiast tego przejechaliśmy się pojazdem opancerzonym BTR 152, bujało jak nie wiem, ale fun był niesamowity. Jestem też pod wrażeniem ile to nasz szofer musiał się nakręcić kierownicą by to w ogóle skręcało.

Drugiego dnia wybraliśmy się do Poznania. Poznań nas urzekł. Przepiękne miasto, choć zaskakujące był skłot (nie lubię tego słowa) zaraz przy rynku, na przeciwko którego kupiliśmy sobie cztery rogale marcińskie, miał być smaczek poznański. Jedliśmy je i jedliśmy, a one się nic a nic nie kończyły. W ramach rozrywki przejechałam się nawet z dzieciakami tramwajem, niby nic, ale to był pierwszy raz kiedy moje dzieciaki miały okazję zobaczyć czym się różni tramwaj od trolejbusu. Dotarliśmy na Maltę, gdzie Poznań ode mnie dostał kilka kolejnych plusików. Wszystko w jednym miejscu. W Gdyni, po pewnym czasie przestaje się użytkować stare atrakcje, nowe powstają zupełnie bez sensu w innych miejscach, a stare stoją i niszczeją, zamiast je wykorzystać, no ale ten temat pominę, irytuje mnie trochę. Na Malcie skorzystaliśmy z kolejki górskiej, oczywiście dzieciaki i S. ani trochę stracha nie miały, tylko matka… Ale tylko ja mam lęk wszystkiego. :P Następnym punktem programu była przejażdżka kolejką maltańską i oto tym sposobem udało nam się przebyć całe jezioro dookoła.

Trzeciego dnia odwiedziliśmy Wrocław. Mimo pięknego rynku, cudownie zorganizowanego zoo Wrocław nas nie urzekł. Głównie z przyczyn niedopilnowania zachowania jednego wizerunku tej części miasta. Obracając się na wszystkie strony widzieliśmy piękne odrestaurowane kamienice, piękne choć nieodrestaurowane kamienice, molochy z czasów PRLu a także modernistyczne budynki nijak mające się do reszty.

100_2916

Największe dziwadło architektury po wyżej. Nie wiem, co autor miał na myśli, po prostu nie rozumiem. No dobrze, powiedzmy, że połączenie starych murów i błyszczących okien rozumiem, patrzy na nas stamtąd galeria i zachęca do zaglądania, ale dlaczego wystaje zza niej takie coś?!

Skusiliśmy się na Mostek Pokutnic w kościele św. Marii Magdaleny. No kto by się nie skusił obejrzeć całego miasta z wysokości, no kto? :)

Schodów było co nie miara. Ja z każdym krokiem walczyłam ze swym lękiem wysokości, dzieciaki dzielnie się wdrapywały. Na jednym z pięter czekała nas ciekawy widok, dość mroczny, dość niespodziewany.

20140813_132318

Nie wiem czy było to specjalnie tak ustawione, czy nie. Ale czujesz klimat? Nie mogłabym żyć, jakbym foty nie walnęła. Z kolejnymi schodami było co raz mroczniej. Żartowałam, było normalnie. Widok z góry:

100_2915.JPG

Kolejnego dnia, w zasadzie już wracając do domu, odwiedziliśmy jeszcze Park miniatur i Gród w Pobiedziskach. Bardzo fajne miejsca, szkoda, że w zasadzie dowiedzieliśmy się o nich przypadkiem…

Na koniec udaliśmy się do Wenecji do muzeum kolejki wąskotorowej. Tam do zwiedzania były udostępnione obiekty tylko w idealnym stanie, reszta, która czekała na renowację mimo jednej dziury w podłodze była zamknięta dla zwiedzających. Co uważam za duży plus, a atrakcji i tak było od groma. Obok muzeum były udostępnione do zwiedzania ruiny Weneckiego zamku, oczywiście na terenie były różne tarany, machiny oblężnicze i inne. Stamtąd ruszyliśmy kolejką wąskotorową do Żnina, gdzie czekał na nas S. I do domu…

Przepraszam za jakość zdjęć, wiem, że niebo jest przepalone, że gdzieniegdzie są szumy… Ale nie chciało mi się tego obrabiać. Z wyjazdu przywieźliśmy blisko 1000 zdjęć, przebrałam bardziej reprezentatywne. Nie chciałam też Ciebie zanudzić. Miejsca naszych wojaży były dostosowane do dzieci, nie wszystkie atrakcje są dla nich, nie wszystko da się też z nimi zrobić. Mimo to ja spędziłam wspaniale czas… Jeśli jesteś zainteresowany dowiedzeniem się czegoś więcej, to pisz. Wskaże, gdzie można dowiedzieć się czegoś więcej, lub opowiem coś więcej.
No to buźka!
Wycieczka miała miejsce w roku 2014.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s